User Rating: 0 / 5

Star InactiveStar InactiveStar InactiveStar InactiveStar Inactive
 
Bez niespodzianek, faworyci wygrywają

kosz2

Pierwszy dzień zmagań o olimpijskie złoto w piłce siatkowej mężczyzn już za nami. Niespodzianek nie było. Faworyci wygrali swoje mecze. Polacy, pokonując pewnie drużynę z Włoch, udowodnili, że przyjechali do Londynu walczyć o najwyższe cele. Z dobrej strony zaprezentowali się również gospodarze, którzy co prawda ulegli Bułgarii w trzech setach, ale pokazali jak olbrzymi postęp dokonał się


w brytyjskiej siatkówce na przełomie ostatnich kilku lat. – Nie mogę powiedzieć, że cokolwiek mnie zaskoczyło po pierwszym dniu. Polacy udowodnili, że wciąż są w znakomitej formie i że są głównym pretendentem do wywalczenia tytułu mistrzów olimpijskich – skomentował wyniki spotkań trener Brytyjczyków, Harry Brokking. – Pierwszy dzień turnieju pokazał również, że bez wątpienia w walce o medale liczyć będą się drużyny: Brazylii, USA i Rosji. Andrea Anastasi, szkoleniowiec biało-czerwonych studził nieco, rozbudzone do granic możliwości, oczekiwania kibiców wobec jego drużyny. – Wiemy jak duże są oczekiwania w Polsce. Pokonaliśmy Włochów, ale to jeszcze nic nie oznacza. Przed nami wciąż długa droga. Na razie niczego wielkiego nie osiągnęliśmy.

Rywalizację czas zacząć. Wielka Brytania kontra Bułgaria na inaugurację

Rywalizacja w siatkówce mężczyzn zainaugurowana została spotkaniem pomiędzy drużynami Wielkiej Brytanii, a Bułgarii. Punktualnie o godz. 9.30 rozpoczął się pierwszy mecz olimpijskiego turnieju siatkarskiego. Mimo, że sport ten nie jest na wyspach sportem popularnym, kibice nie zawiedli. Trybuny hali Earls Court wypełnione zostały niemalże po brzegi, zarówno przez brytyjskich kibiców, jak i również przez dość liczną grupę fanów bułgarskiej siatkówki. Wydawać by się mogło, że wynik spotkania powinien być z góry przesądzony. Bułgarzy to jeden z lepszych europejskich zespołów siatkarskich, plasujący się w światowym rankingu na miejscu dziewiątym. Wielką Brytanię z kolei należy szukać na górze rankingu, ale tylko wówczas, gdy tabela zostanie odwrócona do góry nogami.

koszyk1Bułgarzy borykali się ostatnio z pewnymi problemami. W dość nieprzyjemnych okolicznościach z drużyną narodową, zaraz po wywalczeniu olimpijskiego awansu, pożegnał się trener Radostin Stojczew, którego decyzja podyktowana była konfliktem z szefem krajowej federacji siatkówki, Danczo Łazarowem. Cała sytuacja do najprzyjemnieszych nie należała, a wszystko rozegrało się w atmosferze skandalu i na oczach opinii publicznej, nie tylko w Bułgarii. Murem za swoim szkoleniowcem stanął najskuteczniejszy bułgarski zawodnik, Matej Kazjiski, który zdecydował zakończyć swoją przygodę z drużyną narodową. Wszystkie te perturbacje nie zmieniły faktu, że Bułgarzy, aczkolwiek osłabieni brakiem jednego z najlepszych siatkarzy, to wciąż drużyna klasowa. Coś do udowodnienia mieli jednakże także Brytyjczycy, którzy nie tylko chcieli zaprezentować miejscowej publiczności, jak pięknym sportem może być siatkówka, ale także chcieli pokazać wszystkim „prześmiewcom”, że nie są i nie będą w turnieju olimpijskim jedynie chłopcami do bicia, że brak doświadczenia można, przynajmniej w pewnym stopniu, nadrobić ambicją i wolą walki. Celem gospodarzy nie było zwycięstwo, ale udowodnienie, że potrafią podjąć skuteczną walkę z każdym przeciwnikiem. Najpierw jednak należało uspokoić nerwy i emocje, co niestety nie od początku się udało. Brytyjczycy rozpoczęli grę jakby onieśmieleni występem przed tak dużą publicznością, oraz w tak potężnej hali sportowej. Koniec końców gospodarze postawili Bułgarom dość ciężkie warunki, zmuszając ich do sporego wysiłku. Pokazali, że są grupą młodych i utalentowanych siatkarzy, którzy są w stanie podjąć rywalizację nawet z o wiele bardziej doświadczonym i klasowym zespołem.

kosz3Pierwszy i drugi set meczu przebiegał pod dyktando Bułgarów. – Moi zawodnicy potrzebowali czasu, by przyzwyczaić się do tego, że grają w tak olbrzymiej hali i przed tak dużą publicznością – komentował Harry Brokking. Stres uwidaczniał się w szczególności w poczynaniach Bena Pipesa, rozgrywającego zespołu z Wielkiej Brytanii, który nie był w stanie dostatecznie dobrze pokierować grą, a co szybko przekładało się na wynik. W miarę upływu czasu stres powoli znikał. Pipes, który jest zarazem kapitanem Brytyjczyków, czuł się na parkiecie coraz pewniej, co w naturalny sposób przekładało się na grę całej drużyny. – W momencie, gdy Ben Pipes poczuł się nieco pewniej, nasza gra zaczęła się kleić, układać. W secie trzecim pokazaliśmy na co nas tak naprawdę stać – mówi szkoleniowiec wyspiarzy. Bardzo skutecznie drużyna gospodarzy prezentowała się w przyjęciu zagrywki, które przez cały mecz utrzymywało się na niezwykle wysokim poziomie. W tym elemencie „królowali” libero Dan Hunter oraz Nathan French. Olbrzymiego ducha walki Brytyjczycy pokazali także w obronie. Swój olbrzymi potencjał udowodnił atakujący Demi Bakare. Co ciekawe i warte podkreślenia to fakt, że na koniec dnia to właśnie Brytyjczycy zajmują pierwsze miejsce w przyjęciu zagrywki; z przyjęciem pozytywnym na poziomie 82%, podczas gdy, dla przykładu, Polacy po pierwszym dniu w tychże statystykach zajmują miejsce piąte. Co oczywiste biało - czerwni grali przeciwko dużo silniejszemu rywalowi więc owe statystyki są względne, jednakże wciąż fakt ten zapisać należy na duży plus gospodarzy, którzy także plasują się w czołówce statystyk mówiących o dotkniętych piłkach w obronie. – To co musimy poprawić przed kolejnym pojedynkiem przeciwko Australii, to serwis i blok. W obu elementach musimy zagrać zdecydowanie bardziej agresywnie – podkreśla Harry Brokking.

Wielka Brytania - Bułgaria 0:3 (18:25, 20:25, 24:26)

Składy drużyn:

Wielka Brytania: Pipes, O.Bakare, Plotyczer, McGivern, French, Lamont, Hunter (libero) oraz P.Bakare, Haldane i O'Malley

Bułgaria: G. Bratojew, Skrimow, W. Nikołow, Josifow, Aleksiew, N. Nikołow, Salparow (libero) oraz Penchew

Trwa dobra passa polskiej drużyny

Polacy w swoim pierwszym meczu zmierzyli się z ekipą z Włoch, uznawaną za najgroźniejszego ich rywala w grupie. Zgodnie z opiniami wielu fachowców spotkanie to miało decydować o tym, która z drużyn zajmie pierwsze miejsce w grupie A. Oczekiwania wobec biało - czerwonych, nie tylko w Polce, są olbrzymie. Niemalże wszyscy stawiają podopiecznych trenera Andrea Anastasiego w gronie głównych pretendentów do wywalczenia olimpijskiego złota. W tym roku swoją olbrzymią klasę biało - czerwoni pokazali niejednokrotnie, pewnie wygrywając choćby zmagania w Lidze Światowej. Ostatnim sprawdzianem dla Polaków przed Igrzyskami Olimpijskimi był rozegrany w Zielonej Górze, Memoriał Huberta Wagnera. Gospodarze pewnie pokonali Niemców, Iran oraz Argentynę, tracąc zaledwie jednego seta, co tylko potwierdziło w jak znakomitej formie się znajdują. Ogrom oczekiwań ze strony kibiców nie sparaliżował zawodników. – Mój zespół zawsze walczy i będzie walczył o zwycięstwo. Bez względu na to w jakim turnieju gramy – mówił jeszcze przed rozpoczęciem olimpijskich zmagań trener Andrea Anastasi. – Nie inaczej będzie teraz. Skupiamy się na tym co mamy do zrobienia, starając się nie zwracać uwagi na to, że przez wszystkich stawiani jesteśmy w gronie głównych kandydatów do złota. Zresztą to bardzo wygodne. Nasi rywale stawiają nas na piedestale i tym samym przerzucają na nas całą odpowiedzialność. Włoski trener polskiej reprezentacji przekonywał także, że spotkanie z Włochami niczym nie będzie się dla niego różniło od innych meczy. – Wszyscy uważają, że spotkanie przeciwko Włochom będzie najważniejsze. Ja tak nie sądzę. Najważniejszy będzie drugi tydzień turnieju. Nasze przygotowania zostały tak zaplanowane, by właśnie wtedy drużyna osiągnęła szczyt formy – przekonywał szkoleniowiec biało - czerwonych.

Polscy kibice znani są z tego, że podróżuje wspólnie ze swoją drużyną. Nie inaczej było i tym razem. Fani siatkówki z kraju nad Wisłą zjechali do Londynu. Ich głośny doping spowodował, że biało - czerwoni czuli się w stolicy Wielkiej Brytanii tak jakby grali w swoim ojczystym państwie. Sam pojedynek rozpoczął się pomyślnie dla Włochów, którzy przejęli kontrolę na parkiecie dzięki skutecznym, agresywnym i precyzyjnym zagrywkom oraz atakom. – Nie potrafiliśmy znaleźć na nich sposobu, ale mimo tego zachowywaliśmy całkowity spokój. Zarówno ja, jak i moi zawodnicy doskonale zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że żadna drużyna nie jest w stanie utrzymać zagrywki na tak wysokim poziomie przez cały mecz. Zwyczajnie pozwoliliśmy się im wystrzelać – mówi Andrea Anastasi. – Potrafiliśmy się przystosować i koniec końców wygrała drużyna, która grała lepiej przez całe spotkanie.

Polacy przejęli kontrolę od seta drugiego, grając lepiej i skuteczniej z minuty na minutę. – Po prostu realizowaliśmy założenia taktyczne nakreślone przez trenera przed meczem – mówią polscy siatkarze. – Zagraliśmy przeciwko jednej z najsilniejszych drużyn na świecie. Zaczęliśmy nieco nerwowo, podczas gdy Włosi serwowali mocno i dobrze technicznie. W drugim secie poprawiliśmy jednak przyjęcie i zrobiliśmy to co do nas należało – komentował kapitan polskiej reprezentacji, Marcin Możdżonek. W partii ostatniej biało - czerwoni wręcz zdeklasowali rywala, zwyciężając do czternastu!!! – Tak naprawdę to nawet nie ma czego komentować . Wszelkie nasze problemy były doskonale widoczne. Polacy po prostu zagrali od nas lepiej. Wiem jednak, że nas stać na więcej – przekonywał Mauro Berutto, trener reprezentacji Włoch.

Włochy - Polska 1:3 (25:21, 20:25, 23:25, 14:25)

Składy zespołów:

Włochy: Mastrangelo (7), Łasko (14), Zaytsev (13), Savani (15), Travica (3), Fei (6), Bari (libero) oraz Papi, Parodi (1) i Birarelli

Polska: Nowakowski (9), Winiarski (13), Kurek (18), Bartman (15), Żygadło (1), Możdżonek (8), Ignaczak (libero) oraz Jarosz i Ruciak (1)

W trzecim meczu w grupie A Argetyna pewnie pokonała zespół Australii. Bez niespodzianek zakończyły się także spotkanie w grupie B, gdzie Rosja w trzech setach pokonała Niemców. USA gładko uporało się z Serbią, a Brazylia z Tunezją.

Australia - Argentyna 0:3 (21:25, 22:25, 20:25)

Rosja - Niemcy 3:0 (31:29, 25:18, 25:17)

USA - Serbia 3:0 (25:17, 25:22, 25:21)

Brazylia - Tunezja 3:0 (25:17, 25:21, 25:18)

margin-top: 0.05cm; margin-bottom: 0.05cm; background-attachment: scroll; background-repeat: repeat; background-image: none; background-position: 0% 0%; background-size: auto; background-origin: padding-box; background-clip: border-box; background-color: #ffffff; line-height: 100%;

span size=

Comments powered by CComment