User Rating: 0 / 5

Star InactiveStar InactiveStar InactiveStar InactiveStar Inactive
 
Niespodzianka w Londynie
kosz3Zakończył się drugi dzień zmagań olimpijskich w piłce siatkowej mężczyzn. O ile pierwsze mecze nie przyniosły żadnych zaskakujących rezultatów, o tyle drugiego dnia mieliśmy do czynienie ze sporą niespodzianką. Zupełnie nieoczekiwanie Bułgaria pokonała reprezentację Polski, tym samym rewanżując się biało - czerwonym za porażkę w półfinale tegorocznej Ligi Światowej.

Zaskoczenie było ogromne, choć tak naprawdę jeszcze nic złego się nie stało. Trudno nawet przypuszczać, by owa porażka miała jakikolwiek wpływ na awans Polaków do ćwierćfinałów, a i walka o pierwsze miejsce w grupie nie została jeszcze rozstrzygnięta. Z drugiej jednak strony sytuacja biało - czerwonych nieco się skomplikowała. Polacy nie mogą pozwolić sobie już teraz na jakąkolwiek, nawet najmniejszą wpadkę jeżeli chcą zająć pierwszą lokatę, dzięki czemu będą mieli możliwość uniknięcia najsilniejszych drużyn w drodze do półfinału. Za pewnego rodzaju niespodziankę należy uznać także gładkie, trzysetowe zwycięstwo Brazylii nad Rosją. – Prawdziwą niespodzianką było zwycięstwo Bułgarii – ocenia trener zespołu gospodarzy, Harry Brokking. – Nikt nie spodziewał się, że Polska ten mecz przegra. Być może zawodnicy podeszli do spotkania na zbyt dużym luzie, nie spodziewając się tak dobrej postawy ze strony Bułgarów. Teraz będą musieli walczyć ciężko o to by zakończyć rywalizację na pierwszym miejscu w grupie, co jest bardzo istotne, pamiętając jak rozstawiane są drużyny w ćwierćfinałach. Zaskoczeniem jest także gładkie zwycięstwo Brazylii nad Rosją. Myślę, że wczoraj zobaczyliśmy na parkiecie dawną Brazylię. Brazylię, o której zawsze mówiono, że jest pewnym kandydatem do złota.

Spotkanie pomiędzy Polską, a Bułgarią było pierwszym meczem w grupie A podczas drugiego dnia turnieju. Biało - czerwoni uważani byli za faworyta tego pojedynku i chyba nikt się nie spodziewał, że szyki może pokrzyżować im nękana wieloma wewnętrznymi problemami drużyna z Bułgarii. W momencie, gdy przed rozpoczęciem Igrzysk Olimpijskich, dokonano podziału zespołów na grupy, wydawało się jasne, że walka o pierwszą lokatę w grupie A, rozegra się pomiędzy ekipami z Polski oraz Włoch. Do starcia tych drużyn doszło już pierwszego dnia. Biało - czerwoni wyszli z owej batalii zwycięsko i w tym momencie wydawało się, że nic nie jest już w stanie ich zatrzymać. Tymczasem na ich drodze stanęli Bułgarzy. Sytuacja Polaków nieznacznie się skomplikowała. Nie ma co ukrywać, że porażka biało - czerwonych była na rękę innym zespołom. Szanse się wyrównały. Wszystko zaczyna się od początku. Na zajęcie miejsca pierwszego chrapkę mają zarówno Włosi, jak i Bułgarzy, Polacy, Argentyńczycy, czy też nawet Australijczycy. – Byliśmy i jesteśmy niezwykle zmotywowani. Wygraliśmy już dwa spotkania. Teraz chcemy pokonać Australię. Trzy mecze i trzy zwycięstwa. Wymarzony początek – mówi Tsvetan Sokołow, który poprowadził Bułgarów do zwycięstwa, zdobywając w spotkaniu przeciwko Polakom aż 28 punktów i tym samym będąc najskuteczniejszym zawodnikiem pojedynku. – Kibice zobaczyli zupełnie inną Bułgarię. Byliśmy zmotywowani. Pałaliśmy chęcią rewanżu za poprzednie porażki z Polakami.

Trener biało - czerwonych Andrea Anstasi już w trakcie pierwszego seta zdecydował się na zmiany w swojej drużynie. Jako pierwszy parkiet opuścił Łukasz Żygadło, którego na rozegraniu zastąpił Paweł Zagumny. Do gry desygnowani zostali kolejni rezerwowi zawodnicy; Grzegorz Kosok, Jakub Jarosz oraz Michał Kubiak. Gdy wydawało się, że Polacy odnaleźli już swój rytm gry, pewnie wygrywając trzeciego seta, do trzynastu!!! Bułgarzy ponownie wzięli się w garść pokazując, że nie zamierzają pozwolić sobie wydrzeć zwycięstwa. Co ciekawe pomeczowe statystyki wskazują, że Polacy byli zespołem lepszym zarówno w bloku, jak i w ataku, choć w tym ostatnim elemencie różnica jest doprawdy minimalna. W biało - czerwonych barwach brylowali Zbigniew Bartman, zdobywca 21 punktów oraz Bartosz Kurek (20 pkt.). Bułgarzy z kolei lepiej spisywali się w polu serwisowym. – Czasami tak po prostu się dzieje. Nic się nie układa tak jak powinno – mówi kapitan polskiej reprezentacji, Marcin Możdżonek. – Byliśmy zbyt zdenerwowani, zbyt zestresowani. Może chcieliśmy wygrać za bardzo. Mieliśmy problem z przyjęciem. Lepiej mogliśmy także spisać się w ataku. Zwyczajnie graliśmy źle. Następne spotkanie musimy zagrać lepiej. Opracować strategię i się jej trzymać.

Polska - Bułgaria 1:3 (22:25, 27:29, 25:13, 23:25)

Składy zespołów:

Polska: Nowakowski (5), Winiarski (5), Kurek (20), Bartman (21), Żygadło, Możdżonek (4), Ignaczak (libero) oraz Kosok (1), Zagumny (4), Jarosz (1), Kubiak (8) i Ruciak

Bułgaria: Bratojew G. (3), Skrimow (12), Josifow (10), Todorow (7), Aleksiew (7), Sokołow (28), Salparow (libero) oraz Dimitrow, Bratojew W., Penczew, Nikołow N. (2)

Nie tak miało być...

Innego pojedynku spodziewali się kibice, którzy zasiedli na trybunach hali Earls Court wczorajszego wieczora. Pojedynek polsko - bułgarski rozpoczął drugi dzień zmagań olimpijskich w grupie A, a mecz pomiędzy zespołami Wielkiej Brytanii i Australii, ten dzień zakończył. Dobrej postawy gospodarzy, w szczególności po tym jak zaprezentowali się oni w pierwszym pojedynku przeciw Bułgarom, oczekiwali wszyscy. Brytyjczycy wyszli na parkiet zbyt zdenerwowani, co niestety szybko przełożyło się na wynik. – Musimy być szczerzy sami ze sobą. Zostaliśmy ukarani za brak meczy. Kłopoty finansowe spowodowały, że do Olimpiady przygotowywaliśmy się głównie w naszej bazie w Sheffield. Zabrakło nam meczy z klasowymi rywalami, tak byśmy mogli nauczyć się, jak walczyć z najlepszymi zespołami na świecie – mówi trener zespołu gospodarzy, Harry Brokking. – Wyraźnie brakuje nam doświadczenia. Australijczycy są silniejsi fizycznie, wyżsi i w pełni tę przewagę wykorzystali. My musimy wiedzieć jak grać, jak walczyć przeciwko takim drużynom. Wprawy nabrać możemy jedynie grając jak najwięcej meczy.

Wielka Brytania nie radziła sobie najlepiej w przyjęciu silnych zagrywek rywali. To jednak nie był największy problem. Decydującym elementem był atak. Australijczycy doskonale odrobili „pracę domową.” Analizując mecz pomiędzy Wielką Brytanią, a Bułgarią najwidoczniej doszli do wniosku, że serwis w kierunku libero nie przyniesie im oczekiwanych efektów. Dan Hunter zagrał bowiem rewelacyjne spotkanie. Tym razem więc większość piłek kierowanych było w stronę Nathana Frencha lub Marka Plotyczera. Obaj spisywali się przyzwoicie. Przyzwoicie nie oznacza jednak perfekcyjnie, a tylko taka gra może przynieść efekt w starciu z o wiele bardziej doświadczonym przeciwnikiem. Brak precyzyjnego i doskonałego przyjęcia powodował, że Brytyjczycy musieli szukać łatwych rozwiązań w ataku, a tam już czekał na nich dwu, trzyosobowy blok rywali. – I znowu zwyczajnie zabrakło nam doświadczenia. Nie mogliśmy poradzić sobie z wysokim blokiem Australijczyków. Zabrakło nam doświadczenia. Powinniśmy używać bloku rywali i tym sposobem obracać niekorzystną sytuację na własną korzyść. Nie mieliśmy też perfekcyjnego przyjęcia, które pozwoliłoby nam grać szybkie piłki do środka. Gdy tylko taka okazja się pojawiała, zdobywaliśmy punkt. Jeszcze raz podkreślam, naszym problemem nie był brak umiejętności, a brak doświadczenia.

Przykro było patrzeć na drużynę gospodarzy opuszczającą halę sportową ze spuszczonymi głowami. Oni najlepiej wiedzą, jak bardzo zawiedli, w szczególności samych siebie. Wiedzą, że nie o zwycięstwo tu chodziło, ale o pokazanie na co ich stać. Oni najlepiej wiedzą, że ten mecz powinien wyglądać nieco inaczej. Oni doskonale wiedzą, że stać ich na więcej, o wiele więcej...

Wielka Brytania - Australia 0:3 (15:25, 18:25, 20:25)

Składy zespołów:

Wielka Brytania: Pipes (4), Bakare (5), Plotyczer (3), McGivern (7), French (2), Lamont (4), Hunter (libero) oraz Bakare, Haldane (3), Pink (2) i O'Malley
Australia: Zingel (8), Passier (4), Yudin (10), Peacock, White (8), Edgar (13), Tutton (libero)


Rewelacyjna Brazylia

Bez wątpienia meczem dnia był pojedynek pomiędzy zespołami Rosji i Brazylii, który był zarazem ostatnim spotkaniem. Punktualnie o godz. 22.00 rozpoczęła się „wojna”. A przynajmniej „wojny” wszyscy oczekiwali. Mecz zakończył się dość gładkim zwycięstwem podopiecznych trenera Bernardo Rezende. Kibice obejrzeli siatkówkę na najwyższym poziomie, siatkówkę, w której można się zakochać od pierwszego wejrzenia. Brazylijczycy dali prawdziwy popis. To co zaprezentowali na parkiecie to nie tylko umiejętności. To była prawdziwa sztuka.

Sytuacja w grupie A po drugim dniu turnieju, wygląda następująco: na miejscu pierwszym, z dorobkiem 6 punktów plasuje się zespół Bułgarii; po trzy punkty mają Polacy, Australijczycy, Argentyńczycy i Włosi. Bez punktu pozostaje ekipa Wielkiej Brytanii.

W grupie B po sześć punktów zgromadziły Brazylia i USA.

Trzy punkty mają Rosja i Serbia. Tunezja i Niemcy pozostają bez zdobyczy punktowych. 

Serbia - Tunezja 3:1 (25:15, 25:21, 20:25, 25:18)

Włochy - Argentyna 3:1 (25:17, 21:25, 25:17, 25:23)

Brazylia - Rosja 3:0 (25:21, 25:23, 25:21)

USA - Niemcy 3:0 (25:23, 25:16, 25:20)

Comments powered by CComment